Jestem wdzięczny

14 kwietnia 2017

Od kiedy jestem księdzem Wielki Czwartek wzrusza mnie jeszcze mocniej. Kapłaństwo zaproponował mi On, tak wierzę. Nie mogłem Mu odmówić. Nie no jasne, że mogłem. On jest Wolnością. Mogłem, ale nie chciałem. Nie chciałem choć nieraz zachowywałem się jakbym pragnął się wycofać. Na szczęście On zrobił wszystko za mnie. Mam takie wrażenie jakbym do święceń, jednych i drugich, nie przyłożył nawet przysłowiowego palca. W sumie to dobrze. Dzięki temu mam świadomość, że wszystko otrzymałem i nie mam czym się chwalić.

Jakiś czasem temu wziąłem udział w wydarzeniu jakim była ewangelizacja młodzieży ponadgimnazjalnej w Bielsku-Białej. Wielki event religijny, który miał miejsce w kościele w Aleksandrowicach, był próbą stworzenia nowej formy rekolekcji dla młodych ludzi i trafienia do serc, które nie mają nawet pojęcia, że tęsknią za Bogiem. Myślę, że w większej mierze pomysł się udał. Pojechałem tam jako stary ewangelizator-wyjadacz nastawiony, że nic mnie tam nie zaskoczy. Jak się później okazało, przeżyłem tam tak mega wyjątkową chwilę, której bym nie spodziewał się nigdy w życiu, a która bardzo mnie wzruszyła i zapadła w serce. W pewnym momencie ksiądz, który prowadził całe spotkanie, poprosił, aby wszyscy księża wyszli na środek i stanęli między pierwszymi ławkami a stopniem komunijnym. Chodziło o to żeby przed rozpoczęciem spowiedzi, o której nawet nie miałem zielonego pojęcia że będzie, uczestnicy rekolekcji, a więc nasi uczniowe, pomodlili się za nas, swoich księży, którzy będą spowiadać. Ociągałem się z wyjściem na środek, jakoś nie na rękę mi to było. Wyszedłem więc jako jeden z ostatnich i tak „się złożyło” (cudzysłów nie bez powodu), że stanąłem przed pierwszą ławką, w której siedziały moje trzy uczennice z klasy maturalnej. Ojciec prowadzący ( :) ) wydał polecenie żeby cała zebrana młodzież wyciągnęła swoje ręce w naszym kierunku i powtarzała za nim słowa modlitwy. W tym momencie poczułem, że dziewczyny przed którymi stoję kładą swoje ręce na moich barkach, tak jak się to praktykuje podczas modlitwy wstawienniczej. „Panie Boże prosimy Cię za naszych księży…” - zaczyna ksiądz. „Panie Boże prosimy Cię za NASZEGO KSIĘDZA…” - usłyszałem znajomy głosik za moimi plecami, właściwie trzy głosiki. Połączenie ich rąk na moich barkach i modlitwy, którą zaczęły mówić na głos sprawiły, że nogi mi się ugięły. Moi uczniowie, moje szkolne dzieciątka (no, mają po 20 lat więc heloł!) modlą się za mnie. Czasami zastanawiam się czy te wszystkie katechezy mają sens, czy coś im z tego w sercach zostanie, czy nie zrobiłem za mało, czy za mało nie wymagałem. Wtedy przestałem myśleć. Te głosiki odpowiedziały mi w jednym momencie na wszystkie moje dylematy.

W Wielki Czwartek jestem Bogu wdzięczny za każdy cud, którego doświadczyłem jako ksiądz, zwłaszcza za ten codzienny i niezwykły cud, kiedy On na moje słowa oddaje się w moje poranione ręce. Dziękuję Mu za każdego człowieka, którego w ciszy konfesjonału mogłem rozgrzeszyć. Dziękuję za moich uczniów i wszystkie katechezy, zwłaszcza te, po których czułem się zrezygnowany i chciałem się poddać. Jestem Mu wdzięczny za wszystkie wspólnoty, które mi dał pod opiekę i ludzi, którzy je tworzą. Dziękuję Mu za wszystkie rekolekcje, wyjazdy, głoszenia Słowa i świadectwa w różnych miejscach. Dziękuję i przepraszam za wszystkich, których zgorszyłem i zraniłem, za tych, którzy po spotkaniu ze mną odeszli bez nadziei i wsparcia.

Komentarze