Cuda, cudeńka!

24 lutego 2017

Jestem księdzem. Zawsze kiedy sobie to uświadamiam na nowo, w głębi serca mam nadzieję, że to jest plan „A” Pana Boga na moje życie. No dobra, przynajmniej „B” lub „C”. Ewentualnie, że zmieściłem się w pierwszej połowie alfabetu. W każdym razie, czy realizuje plan „A” czy jakiś inny, Bóg błogosławi, bo Bóg zawsze błogosławi, nawet jeśli w czytaniu Jego planów różnie nam idzie.

Jak wygląda to Jego błogosławieństwo u mnie na co dzień? Któryś z kolei dzień kolędy, wchodzę do kolejnego mieszkania. W progu mnie zamurowało. Moim oczom ukazuje się piękna, młoda kobieta z chustką na głowie. „Ja ją znam!” Jasne. To Magda. Tak, ta Magda. Ta nieuzdrowiona Magda chora na raka, nad którą się modliłem po udzieleniu jej sakramentu namaszczenia chorych. Chciałem ją przytulić, ale myślę sobie, że mężatki nie wypada przytulać i to jeszcze na kolędzie. Poza tym ministranci patrzą. Modlimy się. Gadamy. Okazuje się, że wyniki są super, nawet nie trzeba ostatniej serii chemii. Myślę sobie: „jednak ją uzdrowiłeś!”. No albo chemia ją uzdrowiła. W sumie nieważne, przecież Pan Bóg może po prostu posłużyć się chemią. Pobłogosławiłem malucha, którego na rękach trzymał jej mąż i lecę z kolędą dalej bojąc się sąsiadów (siedziałem u Magdy i jej męża chyba z godzinę…).

Cuda, cudeńka! Siedzę sobie w kancelarii. Wchodzi pani Tereska. Znamy się, chodząca dobroć. Przychodzi z młodą kobietą. Wnuczka jej nieżyjącej już przyjaciółki. Ustalamy kwestie chrztu jej córki. Pani Tereska robi za suport. Młoda mama chce, aby chrzest był po Mszy, kameralny. Życiowe drogi jakoś się pokrzyżowały, tata się wypiął na sprawę. Zaklepaliśmy. Parę dni później spotykam panią Tereskę. „Proszę księdza, muszę księdzu opowiedzieć historię narodzin tej dziewczynki co to chrzest ostatnio ogarnialiśmy”. Słucham. Będąc za granicą Ania  zaszła w ciąże. Niechcianą. Ojciec dziecka olał sprawę. Ania stwierdziła, że usunie. Parę dni później mamie Ani śni się jej własna mama, czyli babcia Ani (mam nadzieję, że nie namieszam za bardzo). Mówi jej we śnie, że Anka jest w ciąży i dziecko jest zagrożone. Mama Ani przerażona dzwoni do niej i pyta czy jest w ciąży i czy to prawda, że chce usunąć. „- Mamo, skąd wiesz? – twoja babcia mi się przyśniła i mi powiedziała”. Ania postanawia urodzić w Polsce i oddać malucha do adopcji. Kiedy urodziła, zakochała się w swojej córeczce na zabój i postanowiła, że jej nie odda. Cóż, nie mogłem odmówić sobie przyjemności ochrzczenia tej dziewczynki. Ochrzciłem ten żywy Cud.

Super jest być księdzem.

P.S.: imiona osób zostały celowo zmienione.