Nie rozumiem

1 grudnia 2016

Człowiek chciałby wiedzieć i chciałby rozumieć. Może to i dobrze. Dzięki tej dociekliwości dziś wiele rzeczy jest jasnych dla człowieka choć jeszcze kilkanaście lat temu były one zagadką, chociażby cała kwestia informatyzacji i współczesnych technologii. Podobnie jest z Panem Bogiem. Wygodnie by było mieć podręcznik obsługi Pana Boga i wiedzieć dlaczego coś jest tak a coś inaczej.

Rzecz dzieje się trzy tygodnie temu. Telefon. Kobieta prosi o udzielenie jej sakramentu chorych. Jest wtorek, mam dyżur. Mam też czas, chociaż fizycznie nie czuję się najlepiej. Chwilę po dwunastej spotykamy się pod kościołem. Jest z mężem. Na oko mają koło trzydziestki. Proszą o spowiedź. Później spotykamy się przy ołtarzu i pytam ich co się dzieje. Nowotwór. Chyba poważny bo dziś rano zadzwonili ze szpitala, że prędko ma się zgłosić w szpitalu w Katowicach i nie chcą jej nic więcej powiedzieć. Udzielam jej sakramentu chorych, później Komunii świętej. Przychodzi mi w sercu myśl żeby się wstawienniczo nad nią pomodlić. Modlę się o umocnienie w chorobie, o wytrwałość w jej znoszeniu. Po chwili znów myśl: „ale ty jesteś zapobiegawczy. Pomódl się o uzdrowienie, o cud”. Myślę sobie: „OK. Niech będzie”. Cały się trzęsę ze strachu. Przykładam stułę w miejsce gdzie wykryto w pierwszej kolejności nowotwór i mówię do Niego: „proszę Cię o cud”. Dziś Magda jest w szpitalu i teraz jest już pewne, że tylko cud może ją uratować. Nie została uzdrowiona, ale bliscy nie tracą nadziei. A w moim sercu do dziś krzyczy we mnie stary człowiek: „i co? Dlaczego jej nie uzdrowiłeś? O co w tym wszystkim chodzi?”

Trudno mi, księdzu, zgodzić się, że czegoś nie wiem i nie rozumiem. Ciężko przychodzi mi zaakceptować, że nie mogę ogarnąć jak działa Ten, Który jest Miłością. Jestem księdzem i za cholerę nie wiem dlaczego niektórzy wstają z wózków inwalidzkich a inni nie. Może nie mam wiary. To stawiam na pierwszym miejscu jako powód. Może, mimo iż to nie On rozdaje nowotwory jak niechciane upominki, chce z tej patowej sytuacji wykrztusić jakieś dobro, którego jeszcze nie widać i trudno je zakładać. Nie wiem. Na myśl przychodzi mi tylko biblijna scena po zmartwychwstaniu, kiedy Maria Magdalena szuka Jego ciała w grobie, czyli de facto nie wierzy w zmartwychwstanie. I do niej, niewrzącej w zmartwychwstanie przychodzi Zmartwychwstały. Dobrze, że nie muszę rozumieć, żeby stawać z Nim twarzą w twarz. On przychodzi pomimo moich pytań i mojego błądzenia. I to nie zmienia faktu, że byłoby mi dużo wygodniej gdybym wiedział dlaczego jednym zabiera raka a drudzy na raka umierają. Ufam, że nawet jeśli umierają to On na to patrzy ze łzami w oczach, dokładnie tak samo jak patrzył ze łzami w oczach na grób Łazarza.

Komentarze